piątek, 20 czerwca 2014

Cz. 20 - Czasami najprostsze rozwiązania najtrudniej przychodzą do głowy.





Można powiedzieć, że z przyjemnością zajęła się pacjentką Piotra, bo w końcu mogła oderwać się od bardzo skomplikowanych operacji. Chociaż musiała przyznać, że ten przypadek do łatwych ni należy. W końcu będzie miała do czynienia nie tylko z wyrostkiem, ale przede wszystkim z zagrożoną ciążą bliźniaczą. Tego jeszcze w swojej karierze zawodowej nie miała. Co prawda jest to raczej rzecz normalna, ale jej osobiście nie zdarzyło się jeszcze przeprowadzać takiego zabiegu. Zleciła zrobienie pacjentce dodatkowych badań, po czym po konsultacji z Leonem i Piotrem zdecydowała się wziąć pacjentkę na sale operacyjną. I tym razem na szczęście obyło się bez zbędnych komplikacji. Bała się trochę tego, co może się wydarzyć w trakcie, ale obecność Piotra nieco ją uspokajała i dodawała pewności, że w razie potrzeby on jest gotowy do przejęcia pacjentki.
Wystała przy stole kolejne minuty, a nawet godziny, co wyraźnie dało jej się we znaki. Złapała chwilę oddechu na korytarzu, ale na niewiele się to zdało, dlatego bez zastanowienia od razu skierowała się w stronę wyjścia ze szpitala. Pominęła nawet szatnie chcąc jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz i zaczerpnąć trochę powietrza. Przysiadła sobie na murku oddalonym o kilka metrów od wejścia chcąc mieć chwilę spokoju.
- Hej, tu jesteś. Szukam Cię i szukam. – przyłączyła się do niej niespodziewanie Sylwia na pierwszy rzut oka nie zauważając osłabienia przyjaciółki. Dopiero jej zamknięte oczy i brak jakiejkolwiek odpowiedzi wzbudziły jej podejrzenia, że coś jej z nią nie tak – Chwila przerwy? Jakiś problem?
- Przed chwilą skończyłam operować. – odpowiedziała słabym głosem łapiąc kilka głębszych oddechów
- Ty nie przesadzasz czasami?
- Z czym?
- Z tempem. Może przyniosę Ci coś do picia, co?
- Nie trzeba. Zaraz mi przejdzie.
- Już to kilka razy od Ciebie słyszałam.
- Powtarzasz się.
- Przystopuj trochę.
- Ale ja się nigdzie nie spieszę.
- Może jakieś wolne, co?
- Za chwile.
- Mówię poważnie.
- Poważnie, jak Maks.
- Tylko, że Ty nic sobie z tego gadania nie robisz.
 - Po prostu… daj mi chwilę. – dokończyła ze spokojem opierając się plecami i głową o ścianę. Przez chwilę Sylwia nic nie mówiła, ale kiedy Alicji w ogóle się nie poprawia sięgnęła do kieszeni po komórkę
- Co robisz?
- Dzwonię do Maksa.
- Zwariowałaś? – zareagowała z lekkim oburzeniem chwytając Sylwie za dłoń, w której trzymała telefon. Ta jednak nic sobie z tego nie zrobiła – Sylwia proszę Cię…
- To ja Cię proszę. Zresztą w ogóle nie ma, o czym mówić. – uciszyła Alicję nie reagując na jej prośbę zaraz potem wydając Maksowi krótkie, stanowcze polecenie, aby wyszedł przed szpital.
Posłuchał i przyszedł po kilku minutach zupełnie nieświadomy tego, z jakiego powodu Sylwia wyciąga go na zewnątrz tym bardziej, że pogoda ich już nie rozpieszcza
- No hej, co jest? Wyciągacie mnie na ten mróz. Chcecie żebym zmarzł? – zażartował zbliżając się do nich z uśmiechem. Im jednak był bliżej, tym bardziej sam udzielał sobie odpowiedzi – Co się stało? – spytał już całkiem poważnie kucając naprzeciwko Alicji
- Mam nadzieję, że Ty mi powiesz.
- Dlaczego nie weszłyście do środka? – spytał zarzucając na ramiona Szymańskiej swoją kurtkę
- Bo bałam się ją ruszyć
- Ala, ej spójrz na mnie. – polecił podnosząc opuszczoną przez nią głowę tak, aby mogła na niego spojrzeć
- Zostaw. Przejdzie. – odezwała się ledwo słyszalnym głosem chwytając Maksa za rękę, którą podtrzymywał jej głowę
- Mówisz tak od miesiąca. Sylwia przynieś wodę.
- …. – poszła od razu zostawiając ich na chwilę samych. Usiadł obok Alicji obejmując ja ramieniem zupełnie tak jakby obawiał się, że za chwilę osunie mu się na ziemię czekając przy tym na Sylwię
- Może zadzwonię po Jivana? – spytała po powrocie podając Maksowi plastikowy kubek z wodą
- Jak długo już tu siedzi?
- Nie wiem. Ze mną może z jakieś dziesięć minut.
- Za długo.
- Duszno mi. – wyszeptała przykładając niemalże bezwładnie głowę do ramienia Maksa. Po tych słowach Szymańskiej nie czekał dłużej na to, aż te dolegliwości same przejdą, tylko zadzwonił na SOR prosząc o łóżko, z którym po chwili przybyło do nich dwóch sanitariuszy
- Jedziemy od razu na EKG.
- Maks… - chwyciła go za rękę chcąc powstrzymać, ale tym razem nie było to takie łatwe
- Nie dyskutuj ze mną. Jak Cię tak zostawię to stracisz w końcu przytomność.  Panowie jedziemy.
Wiedziała, że nie ma sensu więcej się sprzeciwiać. Zresztą po pierwsze nie miała no siły, a po drugie i tak tym razem by jej nie posłuchał. Zawiózł ją od razu na oddział prosząc Sylwię o aparaturę i ściągnięcie kardiologa nie chcąc robić w szpitalu niepotrzebnego zamieszania. Tym bardziej, że wiedział, że zależy na tym Alicji. 
- Często zdarzają się Pani te duszności? – spytał kończąc badanie
- … - pokiwała przecząco głową chcąc się podnieść
- Ale proszę leżeć. – przytrzymał ją za ramie zmuszając ją w ten sposób do pozostania w pozycji leżącej
- Zlitujcie się. – przewróciła oczami po chwili ponownie je zamykając odczuwając kolejną falę duszności i zawrotów głowy
- Powiedziałem Ci, że teraz już nie odpuszczę.
- Ma Pani bardzo niskie ciśnienie, a serce pracuje bardzo nierówno. Stąd te duszności, ale nie widzę tutaj żadnych większych problemów. Z mojej strony jednak zostawiłbym Panią na całodobowy pomiar.
- Nie trzeba. To zwykłe zmęczenie.
- Oby, ale w Twoim wieku taki nagły spadek formy nie jest normalny.
- Pan ma rację. Jak to się mówi, lepiej dmuchać na zimne.
- Możesz? – spytała wyciągając w kierunku Maksa rękę po trzymaną przez niego swoją bluzkę, którą podał jej bez komentarza. W końcu nie trudno było mu się domyślić, że jest złą, ale na szczęście dla niego nie miała nawet siły żeby bardziej mu to pokazać
- Wolałbym żebyś tu została.
- … - spojrzała tylko na niego znacząco, na co kardiolog uśmiechnął się obserwując tę dwójkę
- Najgorzej jest leczyć lekarza. – spuentował zachowanie Alicji podając Maksowi wynik badania – Niech ją Pan ma na oku.
- Dzięki.
- … za niepotrzebną fatygę. – dodała pomału podnosząc się z łóżka zaraz potem wychodząc z gabinetu. Minęła Maksa w drzwiach chwilę potem słysząc zamykające przez niego drzwi. Daleko jednak nie zdołała ujść, bo już zaledwie po paru krokach zwolniła tempo zatrzymując się w końcu przy krzesłach i siadając na jednym z nich
- No i po co się tak upierasz? – spytał retorycznie od razu pojawiając się przy niej – Podłączę Ci na razie kroplówkę. Przez tę godzinę pomyślę, co dalej. Chodź.
Pomógł jej dojść do pokoju lekarskiego po chwili podłączając jej kroplówkę, z czego wcale, ale to wcale nie była zadowolona.
- Wiesz, że w każdej chwili ktoś może tu wejść? – bardziej stwierdziła niż zapytała w bezradności całkowicie poddając się jego decyzjom
- Mało mnie to obchodzi.
- Ale mnie obchodzi. Jeśli ojciec się dowie, to Ci tego nie wybaczę.
- Dowie się, bo sam mu powiem. Leżysz tu przez godzinę i nawet nie próbuj niczego kombinować. Zresztą będę miał Cię na oku. Najlepiej by było jakbyś się trochę przespała.
- Najlepiej z Tobą.
- … - uśmiechnął się dobrze wiedząc, że powiedziała to specjalnie, bo jest na niego zła, czego zresztą nie ukrywała – Ciesz się, że nie położyłem Cię na oddziale i nie kazałem zrobić wszystkich badań. Ale to na razie.
- Nie na razie, bo zaraz idę do domu.
- To się jeszcze zobaczy. Leż i śpij. Ja idę do Leona.
- Maks…
- Też Cię kocham! – odpowiedział głośniej wychodząc z pokoju kompletnie nie zwracając uwagi na jej protesty.
Z jednej strony była na niego zła za to, że się tak upiera i nie chce jej odpuścić, ale z drugiej podobało jej się to, że tak się przejmuje i o nią troszczy. Teraz wie, jak to jest być pacjentką doktora Kellera.
Zmierzał właśnie do gabinetu ordynatora chcąc poinformować go o tym, co dzieje się z jego córką, tak na wszelki wypadek gdyby wszedł do pokoju lekarskiego i zastał ją podłączoną do kroplówki. Na pewno zdziwiłby się tym widokiem, dlatego Maks wolał go uprzedzić. Jednak wezwanie na SOR było w tym momencie ważniejsze.
Zwykłe pobicie i dwóch pacjentów z rozcięciami łuku brwiowego i ręki. Na szczęście tylko to. W dodatku z pomocą Jivana uporali się z tym w kilka minut.
- Dobrze, że przyszedłeś wcześniej. – przyznał zamykając się z nim w jego gabinecie
- A, co nie dałbyś sobie rady z tymi po obijańcami?
- Z zamkniętymi oczami. Chodzi o Alicję.
- O Alicję. Proszę. Mogłem sie domyślić. Jeśli Maks Keller ma problem to musi on być związany z Panią doktor.
- Możesz być przez chwilę poważny?
- Aż tak? – spytał odwracając wzrok w stronę otwieranych przez kogoś drzwi
- Hej Jivan, o Maks. Lepiej trafić nie mogłem. Alicja mówiła Ci, jaki dałem jej przypadek?
- Przypadek? Nie, nie mówiła.
- Wyrostek przy bliźniaczej, zagrożonej ciąży.
- Jak bliźniacza to zazwyczaj zagrożona.
- Mówiła, że pierwszy raz trafił jej się taki wyrostek. Ale poszło bez komplikacji. – wyjaśnił siadając na leżance
- Co was obu do mnie sprowadza? Mam nadzieję, że dwa, różne problemy.
- Powiedziałeś, że dzisiaj operowałeś z Alicją?
- Może nieco ponad godzinę temu skończyliśmy.
- I wszystko było w porządku w trakcie?
- W porządku. Bez niespodzianek. Mama i dzieci czują się dobrze.
- Sylwia znalazła Alicję przed szpitalem. Jak przyszedłem do nich to była ledwo przytomna.
- To nie po raz pierwszy.
- Wiem. Dlatego teraz jej nie odpuszczę.
- Zawroty głowy i osłabienie może mieć różne podłoże.
- Chcesz żebym do niej zajrzał? – spytał przerywając im tę wymianę zdań Jivan
- Ale dyskretnie. I tak jest na mnie wystarczająco zła.
- Hehe domyślamy się.
- A, co jej zrobiłeś? Wsadziłeś w taksówkę i wysłałeś do domu, czy naskarżyłeś Jasińskiemu?
- Najpierw zaprowadziłem na EKG, a teraz leży w lekarskim i czeka aż kroplówka się skończy.
- EKG?
- Pojawiły się duszności. Nie wiem, czy to czasami nie ma czegoś wspólnego z tymi komplikacjami przy operacji. Nie wiem, czy robiła badania regularnie po oddaniu Leonowi tej wątroby.
- Znając Alicję to nie byłbym tego pewien.
- No właśnie też nie jestem.
- A przyszło Ci do głowy żeby zaprowadzić ją najpierw do niego? – spytał Adam wskazując wzrokiem na Wanata
- … nie.
- Hehe, ale mnie przyszło. Uznała, że nie ma takiej potrzeby. Nie wnikałem, co miała przez to na myśli.
- Zamknij się. Chyba by wiedziała, gdyby była w ciąży.
- Ty w sumie też powinieneś wiedzieć, czy jest takie prawdopodobieństwo.
- Dziwne, żeby nie było. Tak samo może być w ciąży, jak i może nie być.
- Nie wiem Maks. To Twoja kobieta.
- My Ci tylko próbujemy pomóc. Czasami najprostsze rozwiązania najtrudniej przychodzą do głowy. Może niepotrzebnie szukasz przyczyny tego osłabienia tam, gdzie go nie ma.
- Na EKG by wyszło.
- A, co Ci powiedział kardiolog?
- Że serce pracuje bardzo nierówno. W sumie nic więcej.
 - Nie równo?
- … szlak by was trafił. – stwierdził po chwilowym namyśle chcąc wyjść z gabinetu Jivana i iść prosto do Alicji chcąc upewnić się, czy czasami rzeczywiście szuka przyczyny nie tam gdzie powinien.
- Maks! Stój. – zatrzymał go Piotr nieco rozbawiony zachowaniem kolegi – Co chcesz zrobić. Pójdziesz do niej i zapytasz się, czy jest w ciąży? Powie Ci, to samo, co mnie. Bo może rzeczywiście nie jest. Może namów ją na wcześniejszy urlop, albo zwolnienie, jeśli Elżbieta nie da jej urlopu. Odpocznie to może wszystko samo się unormuje. Może to rzeczywiście tylko osłabienie. Za dużo się ostatnio u was działo. Ona musi to odchorować.
- I mam tak czekać? Alicja nie zgodzi się na urlop.  A już tym bardziej na zwolnienie.
- To zleć zrobienie jej dodatkowych badań.
- Albo lepiej po prostu ją o to poproś.
- Łatwo wam powiedzieć. Wiecie, jak trudno leczy się lekarza?
- Hehe wiemy. Zwłaszcza takiego jak Alicja.
- Ona najlepiej wie, co jej jest.
- No właśnie.
- Ma dzisiaj dyżur?
- Właśnie skończyliśmy.
-  Jutro ma całą noc.
- No to się dobrze składa, bo ja też. Pogadam z nią. Bez żadnych insynuacji.
- Ok. A Ty, co masz?
- Nic złego. Myślałem raczej o jakimś wypadzie gdzieś.
- My? W trójkę?
- A czemu nie? Bez żon, dziewczyn, dzieci.
- Jeśli o mnie chodzi to chętnie. Dogadajcie terminy ja się dostosuje. Tylko nie w sobotę, bo odstawiam matkę na lotnisko. Na razie.
Zostawił Piotra i Jivana samych kierując się od razu do szatni. Na dzień dzisiejszy skończył pracę i nie zamierzał zostawać dłużej. Musiał jeszcze tylko zdać relację z całego dnia Leonowi, a potem zająć się Alicją. Traf chciał, że Jasiński przechodząc właśnie obok pokoju lekarskiego zerknął w jego stronę zauważając leżącą na kanapie córkę.  Wszedł do razu do środka zamykając za sobą drzwi najciszej, jak tylko się to dało. Wyglądało na to, że spała, dlatego nie chciał jej obudzić, ale już sam fakt, że miała podłączoną kroplówkę udzielał mu wystarczającej informacji na pytanie, które mu się nasuwało na usta. Podszedł do niej siadając na brzegu kanapy delikatnie dotykając dłonią jej czoła.
- Mmmm.
- Ciii. Śpij.
- Nie, tylko nie Ty. – odezwała się bez trudu rozpoznając głos ojca – To był pomysł Twojego pupilka. – wyjaśniła szybko chcąc się podnieść.
- Leż. Kroplówka jeszcze się nie skończyła.
- Nie szkodzi.
- Ala. Ze mną chcesz się kłócić?
- Mówiłam mu, że to jest niepotrzebne. Zrobił tylko zamieszanie.
- Skoro Maks tak zadecydował to znaczy, że miał podstawy.
- Pewnie, że miałem.
- Oo świetnie, ze jesteś. Pogadajcie sobie, ale beze mnie. 
- Poczekaj do końca. Tych kilka minut Cię nie zbawi.
- Tato proszę Cię, powiedz mu coś. Chcę jechać do domu.
- Poczekaj tych kilka minut. Kroplówka się skończy to pojedziemy razem.
- Przyniosłem Ci rzeczy.
- … - zmierzyła Kellera spojrzeniem wiedząc, że jest na przegranej pozycji, bo ojciec będzie po jego stronie. I w sumie wcale ją to nie dziwiło, ale ten upór Maksa momentami był dla niej nie do zniesienia. Uległa jednak i tym razem. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz